Mimo, że bardzo odbiega od hip-hopu to jednak jest piękna. Yelawolf Love story to kawałek świetnego materiału i podejrzewam, że nie małego wysiłku. Nie jest to zwykły przewidywalny hip-hopowy album, to dużo, dużo więcej. Jeśli jeszcze jej nie znacie musicie koniecznie posłuchać Yelawolf Love story. Autor ma na koncie cztery albumy: Creek Water (2005) , Radioactive (2011) PsychoWhite (2012) feat. Travis Barker i Love Story (2015) oraz całkiem pokaźny zbiór singli: „Pop the Trunk” (2010) , „I Just Wanna Party” () (2010) , „Daddy’s Lambo” (2011), „Hard White (Up In the Club)” () (2011) , „No Hands” (2011) , „Let’s Roll” () (2011) , „Way Out” (2013) , „F.A.S.T. Ride” (2013) , „Gangster” ) (2013) , „Box Chevy V” (2014) , „Honey Brown” (2014) , „Till it’s gone” (2014) „Whiskey in a bottle” (2015). Sam pochodzi z z Gadsden w stanie Alabama. Uwielbiam jego muzykę, jest połączenie twardych treści, nienagiętych i szczerych z romantyczną wrażliwością i czułością muzyki. Mogłabym słuchać go godzinami i wam też to szczerze polecam, choć mam wrażenie, że większość z was wie, kogo mam na myśli. Po za tym, Yelawolf jest przystojny i młody, nie jest czarny, ma określone jasno życiowe zasady, które niestrudzenie przekazuje w tekstach. Mam szacunek do ludzi takich jak on. Jeszcze raz puszczę płytę w ruch.
